Szokujące zdarzenie w Piotrkowie Trybunalskim. Policjanci zatrzymali 64-letniego mężczyznę, który wyrzucił do kontenera na śmieci pięć kilkudniowych kociąt. Dramat zwierząt ujrzał światło dzienne dzięki reakcji jednej z mieszkanek miasta, która natknęła się na porzuconą torbę i natychmiast powiadomiła służby oraz schronisko dla zwierząt.
Niestety, dla czterech kociąt pomoc przyszła zbyt późno. Przeżyło tylko jedno z nich.
Do tego dramatycznego w skutkach zdarzemnia doszło pod koniec stycznia - to właśnie wtedy do piotrkowskiej komendy zgłosiła się kobiet, która wychodząc na podwórko usłyszała miauczenie dobiegające z kontenera na śmieci.
- Gdy kobieta podeszła bliżej, pod workami z odpadami zauważyła czerwoną materiałową torbę, z której dobiegał dźwięk. Gdy ją otowrzyła, w środku znalazła w kolejnych foliowych torebkach pięć kociąt. Kobieta odrazu zadzwoniła do schroniska i poinformowała o tej sytuacji dyżurującego pracownika, który kazał przywieźć je niezwłocznie na miejsce, ponieważ otrzymają u nich niezbędną pomoc - mówi mł. asp. Edyta Daroch z piotrkowskiej Policji.
W schronisku już na zwierzęta czekał przygotowany inkubator. Niestety, po kilku dniach walki o życie, czworo z kocią nich przegrało. Nie przeżyły.
- Ta sprawa nie dawała kobiecie spokoju, postanowiła więc o całym zdarzeniu poinformować swojego dzielnicowego. Funkcjonariusze podjęli działania zmierzające do zatrzymania sprawcy - wyjaśnia mł. asp. Edyta Daroch.
Jak dodaje śledczy szybko ustalili, że 64-latek nie działał samodzielnie. Mężczyzna wykonał zlecenie otrzymane od 45-letniej kobiety oraz jej 44-letniego partnera. To właśnie oni mieli podjąć decyzję o „pozbyciu się" zwierząt. Z ustaleń policji wynika, że 44-latek wcześniej umówił termin przekazania kociąt, natomiast jego partnerka przekazała je mężczyźnie w plastikowej torbie. Za wykonanie zlecenia 64-latek miał otrzymać 50 złotych.
- Cała trójka usłyszała zarzuty znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Zgodnie z obowiązującymi przepisami grozi im kara do pięciu lat pozbawienia wolności. Prokurator zdecydował o zastosowaniu wobec podejrzanych policyjnego dozoru - podsumowuje mł. asp. Edyta Daroch.